Nie bacząc na przenikliwe
zimno, choć w najcieplejszej porze dnia, zabrałam się za odkładane z dnia na
dzień kopanie dołów pod krzewy. Kopanie, wyszarpywanie korzeni i przytarganie z
szopy do ogrodu worów z ziemią tak mnie rozgrzało, że przy sadzeniu moich piękności
rozdziewałam się już ze swetrów i kamizelek. Napatrzyłam się na roślinki,
otuliłam je grubą warstwą kory, zrobiłam kilka zdjęć i dopiero wtedy poczułam,
że wiatr i zimna ziemia srodze mnie wyziębiły.
Teraz już z okna popatruję sobie na towarzyszące kasztanowcowi pęcherznice
kalinolistne „Little Devil” (Donna May) i kalinę bodnantską „Dawn”.
Złocieniom arktycznym
wybrałam miejsca w plamach słońca - przed oknem pokoju, przed jeszcze pięknie
kwitnącymi kosmosam.
Wczoraj pomimo przenikliwego zimna
poprzenosiłam część bylin (jeżówki, baptysje i kilka żurawek), które w
cieniu morw nie umiały się odnaleźć. Na ich miejsce posadziłam hosty i trochę
zadarniającej ułudki wiosennej. Tuż pod morwami usadowiłam duże funkie „Sum and
Substance”, a w środku, między nimi,
„Great Expectations”. W kolejnym rzędzie
- „Revolution” . Za mahonią: ułudkę wiosenna na przemian z kolejnymi
hostami „Valleys Glacier” i „Dust Devil”.
Oczywiście nie pomogło wyznaczenie
linii prostych – bo potężne i grubaśne korzenie, których w moim zadrzewionym
ogrodzie jest mnóstwo - wymusiły przesunięcie dołków. Mam nadzieję, że rozrastające się rośliny
zmniejszą tzw. krzywiznę nasadzeń.
Zakończyłam sadzenie krzewów
posadzeniem uroczej trzmieliny – prezentem
od sąsiadki.
Wczesnym popołudniem - przed płotem, za bergeniami - posadziłam tawułki arendsa „Flamingo” i -
przed berberysem - sadźce pomarszczone
„Chocolate” Choć słońce jeszcze miło grzało plecy, to stopy i dłonie coraz
bardziej ziębły od ziemi.
Przed zachodem słońca
uporałam się jeszcze z pozostałymi cebulami: puszkinią i cebulicą syberyjską.
Zgrabiłam liście topoli i
klonu, podrzuciłam pestek sikorkom, wymieniłam piasek kotom i z ulgą i dziką
przyjemnością zaszyłam się w cieplutkiej kuchni. Odtajałam i … zaraz zaczęłam
się zastanawiać, czy czekać z sadzeniem tulipanów i szafirków do końca
października (zgodnie z przyjętą praktyką), czy zrobić to jak najszybciej, póki
ziemia jeszcze nie przemarzła… .
Rozleniwiające ciepło bijące
od pieca rozmarzyło mnie i wieczór
spędziłam już przy komputerze, nie kryję, że również na kuszącej stronie
Florini … .
Rankiem świat się odmienił –
nocny przymrozek zważył większość kwiatów, a wiatr zmiótł wszystkie liście z
morw. Spod grubej kołderki z liści nie wystają żadne rośliny.
Także i te krzywo posadzone.
Psy niechętnie wystawiają
nosy za próg domu, koty zwinięte w splątany przedziwnie węzeł łap i ogonów,
drzemią w kartonie wymoszczonym kołdrą, a ja z konewką biegam od krzaczka do
krzaczka i podlewam, podlewam i podlewam … . Zimno niebieskie niebo nadal nie
zapowiada deszczu.
A przede mną jeszcze największe
tegoroczne wyzwanie: przygotowanie poletka pod warzywa: wyrwanie chwastów,
usunięcie korzeni, rozrzucenie obornika. Ach, zapaść w sen zimowy i obudzić się
wiosną … .





















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz