czwartek, 11 sierpnia 2016

Skoki
Nie lubię skoków: do wody, napięcia, a już najbardziej temperatury.  W poniedziałek  29 0C w cieniu – nie pieliłam, nie kopałam - bezproduktywnie zalegałam na werandzie – nadrabiając zaległości w czytaniu, ale to przecież nie praca, a czysta przyjemność – więc wyrzuty sumienia rosły szybciej niż zielsko. W środę 150C  - temperatura idealna do pracy ale odpocząć na werandzie już nie sposób.
Trzeba było uciekać do domu, a przed wieczorem zamykać drzwi przed wilgotną zimnicą … Siedzenie w domu, kiedy zaplanowana robota jeszcze nie skończona, uwiera niczym kamyk w bucie.
Może gdybym uwierzyła w sierpniowe anomalie przewidywane w „Ekologicznym poradniku księżycowym” M. Przybylak – Zdanowicz -  mój grafik prac byłby bardziej elastyczny.
Dzisiejszy dość zimny poranek wręcz zniechęcał do grzebania w ziemi ale już koło południa słoneczko wyciągnęło mnie do ogródka i … o jedną rabatkę „wyciągnęłam” warzywnik w stronę szosy.

A teraz wieje i choć napływają bure chmury (według prognoz ma nie padać)  trzeba przyłożyć się do podlewania. Może dziewanny, szczodrze podlane, zaakceptują nowe miejsca … .


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz