Skoki
Nie lubię skoków: do wody,
napięcia, a już najbardziej temperatury.
W poniedziałek 29 0C w
cieniu – nie pieliłam, nie kopałam - bezproduktywnie zalegałam na werandzie –
nadrabiając zaległości w czytaniu, ale to przecież nie praca, a czysta przyjemność
– więc wyrzuty sumienia rosły szybciej niż zielsko. W środę 150C
- temperatura idealna do pracy ale
odpocząć na werandzie już nie sposób.
Trzeba było uciekać do domu,
a przed wieczorem zamykać drzwi przed wilgotną zimnicą … Siedzenie w domu, kiedy
zaplanowana robota jeszcze nie skończona, uwiera niczym kamyk w bucie.
Może gdybym uwierzyła w
sierpniowe anomalie przewidywane w „Ekologicznym poradniku księżycowym” M.
Przybylak – Zdanowicz - mój grafik prac
byłby bardziej elastyczny.
Dzisiejszy dość zimny
poranek wręcz zniechęcał do grzebania w ziemi ale już koło południa słoneczko
wyciągnęło mnie do ogródka i … o jedną rabatkę „wyciągnęłam” warzywnik w stronę
szosy.
A teraz wieje i choć napływają
bure chmury (według prognoz ma nie padać)
trzeba przyłożyć się do podlewania. Może dziewanny, szczodrze podlane,
zaakceptują nowe miejsca … .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz