Miejsce, w którym stoi czas
Wystarczy wejść do ogrodu, żeby stracić
poczucie upływającego czasu. Z wczorajszego zamiaru rozejrzenia się po ogrodzie
i zaplanowania prac wyłącznie niezbędnych mogę się dzisiaj tylko pośmiać. Z krótką
przerwą na nakarmienie zwierzyńca - pracowałam wczoraj do późnej nocy. Pozbyłam
się zielska z ogródka kwiatowego, wykopałam olbrzymie doły pod perukowca i
trzmieliny, przytargałam z podwórka wór z ziemią, podlałam ogród, róże na skarpie, maliny, poziomki, jagodę
kamczacką, bukszpany, zebrałam ile się dało owoców morwy i szarówką zabrałam
się do posadzenia krzewów. Co ciekawe, nie czułam, że mój kręgosłup mnie nie
lubi.
Tak było wczoraj.
Dzisiaj zamierzałam być bardziej wyrozumiała
dla biednego kręgosłupa i polenić się przez cały dzień, no, prawie przez cały.
Znów tylko na chwileczkę poszłam na skarpę przymierzyć się do „unicestwienia”
samosiejek akacji. Nie bacząc na popadujący deszczyk z rosnącą radością popatrywałam
na poczynione prześwity. W plątaninie traw i gałęzi odkryłam kolejne krzewy
dzikiej róży.
I znów czas stanął w miejscu … .
Dopiero ulewny deszcz, którego
nie udało się przeczekać pod drzewami, wymusił przerwanie wycinki i „zejście na
ziemię”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz