środa, 15 lipca 2015

Miejsce, w którym stoi czas
Wystarczy wejść do ogrodu, żeby stracić poczucie upływającego czasu. Z wczorajszego zamiaru rozejrzenia się po ogrodzie i zaplanowania prac wyłącznie niezbędnych mogę się dzisiaj tylko pośmiać. Z krótką przerwą na nakarmienie zwierzyńca - pracowałam wczoraj do późnej nocy. Pozbyłam się zielska z ogródka kwiatowego, wykopałam olbrzymie doły pod perukowca i trzmieliny, przytargałam z podwórka wór z ziemią, podlałam ogród, róże  na skarpie, maliny, poziomki, jagodę kamczacką, bukszpany, zebrałam ile się dało owoców morwy i szarówką zabrałam się do posadzenia krzewów. Co ciekawe, nie czułam, że mój kręgosłup mnie nie lubi.
Tak było wczoraj.
Dzisiaj zamierzałam być bardziej wyrozumiała dla biednego kręgosłupa i polenić się przez cały dzień, no, prawie przez cały. Znów tylko na chwileczkę poszłam na skarpę przymierzyć się do „unicestwienia” samosiejek akacji. Nie bacząc na popadujący deszczyk z rosnącą radością popatrywałam na poczynione prześwity. W plątaninie traw i gałęzi odkryłam kolejne krzewy dzikiej róży.
I znów czas stanął w miejscu … .

Dopiero ulewny deszcz, którego nie udało się przeczekać pod drzewami, wymusił przerwanie wycinki i „zejście na ziemię”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz