Żar z nieba
Żar spływający z nieba pozbawia
ostatnich kropli wody moje rośliny. Wieczorne podlewanie niewiele pomaga, woda
przecieka przez warstwę piasku niczym przez sito. Bylinowa rabata przed werandą
usłana jest żółtymi liśćmi klonu. Podwórko wygląda … jesiennie.
Posadzone jesienią tawułki
chińskie „Pumila” marnieją w oczach. Jastrzębiec pomarańczowy początkowo wręcz
oblepiony drobnymi ale uroczymi kwiatkami teraz już ledwo zipie.
Ma się dobrze i pięknie się
rozrasta rozchodnik kwiecisty – ku mojej radości obsypany jest mnóstwem żółtych
kwiatków, którymi interesują się pszczoły i motyle. Dzielnie się trzyma
żeniszek.
Chciałabym mieć umiejętności
płanetników i zaczarować deszczowe chmury - bo już od tygodnia czekają na
posadzenie piękne krzewy i byliny z Florini: dereń rozłogowy „Flaviramea”,
kolkwicja chińska „Pink Cloud, świdośliwa kanadyjska, trzmielina oskrzydlona,
perukowiec podolski „Royal Purple”, bodziszki wspaniałe i jeżówki „Solar
Flare”, żuraweczki – „Golden Zebra”, Solar Eclipse”, „Forever Purple”,
„Glittter”. Pomimo perfekcyjnego zapakowania roślin przez firmę i mojej
dbałości o ich stan w czasie aklimatyzacji - większość roślin już bardzo pilnie
wymaga posadzenia, chłodu i duuużo deszczu!
Przed wieczorem, kiedy zachodzące
słońce ozłaca pnie sosen, jak zwykle ciągnie mnie do lasu. Nie bacząc na upał
idę odwiedzić moje ulubione miejsca. Rozgrzane, stojące, a więc duszne powietrze
wymusza szybki powrót na werandę. Mam dość afrykańskiego skwaru, czekam na
polskie lato.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz