poniedziałek, 13 lipca 2015

Po bardzo pracowitej sobocie dłuższy odpoczynek był mi bardzo potrzebny. Co prawda,  w niedzielne popołudnie popatrywałam już tęsknie w stronę ogrodu ale wytrwałam w postanowieniu: po jednym dniu intensywnej pracy chociaż jeden dzień odpoczynku Na dzisiaj zaplanowałam sobie trochę przyjemności i mnóstwo katorżniczej pracy. Przyjemność to posadzenie pozostałych (jedenastu) krzaczków bukszpanu, a katorga to usuwanie z podwórka 15 centymetrowej warstwy darni pełnej korzeni, kamieni, szkła, zardzewiałych gwoździ, śrubek, itp. śmiecia. Z oczyszczeniem podwórka walczę już od kilku dni ale efekty tych działań są raczej mizerne. To co leniwy mężczyzna zrobiłby w ciągu jednego dnia - ja robię w tydzień.
 Z planów, jak to w życiu nic nie wyszło, bo coraz bardziej rzęsisty deszcz przegonił mnie z ogrodu. Posiedziałam na werandzie, pojadłam kisielu z morwą i postanowiłam, póki jeszcze pamiętam, zapisać co posadziłam w ubiegłym tygodniu.
Pod płotem, za werandą, przed bergenią i tiarellą posadziłam żurawki: „Glitter”, „Forever Purple”, „Solar Eclipse” i „Golden Zebra”.

Pod oknem pokoju, obok budlei – jeżówkę „Solar Flare”, a z obu stron krzewu forsycji bodziszki wspaniałe. Mam nadzieję, że zarówno jeżówki, jak i bodziszki „złapią” w ciągu dnia wystarczająca ilość słońca i zaakceptują nowe miejsce.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz