Po bardzo pracowitej sobocie dłuższy
odpoczynek był mi bardzo potrzebny. Co prawda, w niedzielne popołudnie popatrywałam już
tęsknie w stronę ogrodu ale wytrwałam w postanowieniu: po jednym dniu
intensywnej pracy chociaż jeden dzień odpoczynku Na dzisiaj zaplanowałam sobie
trochę przyjemności i mnóstwo katorżniczej pracy. Przyjemność to posadzenie
pozostałych (jedenastu) krzaczków bukszpanu, a katorga to usuwanie z podwórka
15 centymetrowej warstwy darni pełnej korzeni, kamieni, szkła, zardzewiałych
gwoździ, śrubek, itp. śmiecia. Z oczyszczeniem podwórka walczę już od kilku dni
ale efekty tych działań są raczej mizerne. To co leniwy mężczyzna zrobiłby w
ciągu jednego dnia - ja robię w tydzień.
Z planów, jak to w życiu nic nie wyszło, bo
coraz bardziej rzęsisty deszcz przegonił mnie z ogrodu. Posiedziałam na
werandzie, pojadłam kisielu z morwą i postanowiłam, póki jeszcze pamiętam,
zapisać co posadziłam w ubiegłym tygodniu.
Pod płotem, za werandą, przed
bergenią i tiarellą posadziłam żurawki: „Glitter”, „Forever Purple”, „Solar
Eclipse” i „Golden Zebra”.
Pod oknem pokoju, obok budlei –
jeżówkę „Solar Flare”, a z obu stron krzewu forsycji bodziszki wspaniałe. Mam
nadzieję, że zarówno jeżówki, jak i bodziszki „złapią” w ciągu dnia wystarczająca
ilość słońca i zaakceptują nowe miejsce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz