Pada i pada, dzień i noc.
Psy zwinięte w kłębek
drzemią z nosami szczelnie przykrytymi ogonami i kocami. Koty - znudzone czasem
bez łowów – wylegują się na ciepłym strychu i co do minuty pilnują pory
karmienia - miauczeniem oznajmiając, że czas już najwyższy na małe co nieco.
W ogrodzie imponująco
rozrasta się zielsko … .
Tabliczki czekolady znikają
w zastraszającym tempie … .
Na półkę odłożyłam książkę,
którą obowiązkowo powinni przeczytać nie
tylko rolnicy, sadownicy, działkowicze, właściciele „perfekcyjnie”
wypielęgnowanych przydomowych ogródków
ale wszyscy, którzy dla zysku i wygody zbyt pochopnie sięgają po
wszelkiej maści – „środki ochrony roślin”. M. Lunde – „Historia pszczół” –
to poruszająca wizja globalnej katastrofy - czasu choroby i
wymierania pszczół.
A teraz - z każdą kartką
pochłania mnie kolejna, niesamowita książka Bernda Heinricha – „Chrapiący ptak”.
O ileż mniej byłoby walk między ekologami, a
ludźmi, którzy choć na co dzień otoczeni są przyrodą - to są ślepi nie tylko na
jej piękno ale i jej potrzeby. A przecież – „… nasza pomyślność zależy nie tyle
od struktury społecznej i określającej ją polityki, ile od zdolności
dotrzymywania umowy z przyrodą, poczucia, że jesteśmy częścią porządku
naturalnego i że umiemy się w nim utrzymać.”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz