środa, 13 lipca 2016

Pada i pada, dzień i noc.
Psy zwinięte w kłębek drzemią z nosami szczelnie przykrytymi ogonami i kocami. Koty - znudzone czasem bez łowów – wylegują się na ciepłym strychu i co do minuty pilnują pory karmienia - miauczeniem oznajmiając, że czas już najwyższy na małe co nieco.

W ogrodzie imponująco rozrasta się zielsko … .

Tabliczki czekolady znikają w zastraszającym tempie … .

Na półkę odłożyłam książkę, którą obowiązkowo powinni przeczytać  nie tylko rolnicy, sadownicy, działkowicze, właściciele „perfekcyjnie” wypielęgnowanych przydomowych ogródków  ale wszyscy, którzy dla zysku i wygody zbyt pochopnie sięgają po wszelkiej maści – „środki ochrony roślin”. M. Lunde – „Historia pszczół” – to  poruszająca  wizja globalnej katastrofy - czasu choroby i wymierania pszczół.

A teraz - z każdą kartką pochłania mnie kolejna, niesamowita książka Bernda Heinricha – „Chrapiący ptak”. 
O ileż mniej byłoby walk między ekologami, a ludźmi, którzy choć na co dzień otoczeni są przyrodą - to są ślepi nie tylko na jej piękno ale i jej potrzeby. A przecież – „… nasza pomyślność zależy nie tyle od struktury społecznej i określającej ją polityki, ile od zdolności dotrzymywania umowy z przyrodą, poczucia, że jesteśmy częścią porządku naturalnego i że umiemy się w nim utrzymać.”   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz