środa, 15 lipca 2015

Miejsce, w którym stoi czas
Wystarczy wejść do ogrodu, żeby stracić poczucie upływającego czasu. Z wczorajszego zamiaru rozejrzenia się po ogrodzie i zaplanowania prac wyłącznie niezbędnych mogę się dzisiaj tylko pośmiać. Z krótką przerwą na nakarmienie zwierzyńca - pracowałam wczoraj do późnej nocy. Pozbyłam się zielska z ogródka kwiatowego, wykopałam olbrzymie doły pod perukowca i trzmieliny, przytargałam z podwórka wór z ziemią, podlałam ogród, róże  na skarpie, maliny, poziomki, jagodę kamczacką, bukszpany, zebrałam ile się dało owoców morwy i szarówką zabrałam się do posadzenia krzewów. Co ciekawe, nie czułam, że mój kręgosłup mnie nie lubi.
Tak było wczoraj.
Dzisiaj zamierzałam być bardziej wyrozumiała dla biednego kręgosłupa i polenić się przez cały dzień, no, prawie przez cały. Znów tylko na chwileczkę poszłam na skarpę przymierzyć się do „unicestwienia” samosiejek akacji. Nie bacząc na popadujący deszczyk z rosnącą radością popatrywałam na poczynione prześwity. W plątaninie traw i gałęzi odkryłam kolejne krzewy dzikiej róży.
I znów czas stanął w miejscu … .

Dopiero ulewny deszcz, którego nie udało się przeczekać pod drzewami, wymusił przerwanie wycinki i „zejście na ziemię”.

poniedziałek, 13 lipca 2015

Po bardzo pracowitej sobocie dłuższy odpoczynek był mi bardzo potrzebny. Co prawda,  w niedzielne popołudnie popatrywałam już tęsknie w stronę ogrodu ale wytrwałam w postanowieniu: po jednym dniu intensywnej pracy chociaż jeden dzień odpoczynku Na dzisiaj zaplanowałam sobie trochę przyjemności i mnóstwo katorżniczej pracy. Przyjemność to posadzenie pozostałych (jedenastu) krzaczków bukszpanu, a katorga to usuwanie z podwórka 15 centymetrowej warstwy darni pełnej korzeni, kamieni, szkła, zardzewiałych gwoździ, śrubek, itp. śmiecia. Z oczyszczeniem podwórka walczę już od kilku dni ale efekty tych działań są raczej mizerne. To co leniwy mężczyzna zrobiłby w ciągu jednego dnia - ja robię w tydzień.
 Z planów, jak to w życiu nic nie wyszło, bo coraz bardziej rzęsisty deszcz przegonił mnie z ogrodu. Posiedziałam na werandzie, pojadłam kisielu z morwą i postanowiłam, póki jeszcze pamiętam, zapisać co posadziłam w ubiegłym tygodniu.
Pod płotem, za werandą, przed bergenią i tiarellą posadziłam żurawki: „Glitter”, „Forever Purple”, „Solar Eclipse” i „Golden Zebra”.

Pod oknem pokoju, obok budlei – jeżówkę „Solar Flare”, a z obu stron krzewu forsycji bodziszki wspaniałe. Mam nadzieję, że zarówno jeżówki, jak i bodziszki „złapią” w ciągu dnia wystarczająca ilość słońca i zaakceptują nowe miejsce.   

wtorek, 7 lipca 2015

Żar z nieba
Żar spływający z nieba pozbawia ostatnich kropli wody moje rośliny. Wieczorne podlewanie niewiele pomaga, woda przecieka przez warstwę piasku niczym przez sito. Bylinowa rabata przed werandą usłana jest żółtymi liśćmi klonu. Podwórko wygląda … jesiennie.
Posadzone jesienią tawułki chińskie „Pumila” marnieją w oczach. Jastrzębiec pomarańczowy początkowo wręcz oblepiony drobnymi ale uroczymi kwiatkami teraz już ledwo zipie.
Ma się dobrze i pięknie się rozrasta rozchodnik kwiecisty – ku mojej radości obsypany jest mnóstwem żółtych kwiatków, którymi interesują się pszczoły i motyle. Dzielnie się trzyma żeniszek.

Chciałabym mieć umiejętności płanetników i zaczarować deszczowe chmury - bo już od tygodnia czekają na posadzenie piękne krzewy i byliny z Florini: dereń rozłogowy „Flaviramea”, kolkwicja chińska „Pink Cloud, świdośliwa kanadyjska, trzmielina oskrzydlona, perukowiec podolski „Royal Purple”, bodziszki wspaniałe i jeżówki „Solar Flare”, żuraweczki – „Golden Zebra”, Solar Eclipse”, „Forever Purple”, „Glittter”. Pomimo perfekcyjnego zapakowania roślin przez firmę i mojej dbałości o ich stan w czasie aklimatyzacji - większość roślin już bardzo pilnie wymaga posadzenia, chłodu i duuużo deszczu!

Przed wieczorem, kiedy zachodzące słońce ozłaca pnie sosen, jak zwykle ciągnie mnie do lasu. Nie bacząc na upał idę odwiedzić moje ulubione miejsca. Rozgrzane, stojące, a więc duszne powietrze wymusza szybki powrót na werandę. Mam dość afrykańskiego skwaru, czekam na polskie lato.