Kot istota nieznana
Życie pokazuje, że obiegowe
opinie nijak się mają do rzeczywistości. Większość ludzi uważa, że koty
przywiązują się do miejsca, a nie do ludzi. Mój kot „podrzutek” wyczekuje na mnie
obok furtki i po powitalnych czułościach nie odstępuje mnie już na krok,
towarzyszy mi przy pracy w ogrodzie w słońcu i w deszczu, zdaje mi
relację z tego co się działo podczas mojej nieobecności, „gadając” bez przerwy,
miaucząc i mrucząc w niezliczonej ilości wariantów głosowych. Jego przywiązanie
do mnie niekiedy mrozi mi krew w żyłach bo kocina zbyt często odprowadza mnie
do przystanku przechodząc przez jezdnię po której z zawrotną prędkością pędzą
tiry … .
Wczoraj kot towarzyszył mi w
pieleniu rabatki z tulipanami i w zamianie ścierniska na warzywnik. Słońce
grzało niczym w drugiej połowie maja, a ja z każdą chwilą coraz mniej miałam
sił i motywacji do „operowania” widłami i graczką. Częste przerwy w pracy
sprzyjały więc popatrywaniu na szczęśliwego kota, który z brzuchem do góry
chłonął słoneczne promienie. Rozleniwiony, bacznie mnie jednak obserwował i
każdą chwilę mego nieróbstwa wykorzystywał na moszczenie się na moich kolanach.
Tak to ściernisko nadal czuje się dobrze, nasiona warzyw czekają na wysiew, a
ja się zastanawiam kto jest winien tej sytuacji – ja czy kot?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz