wtorek, 25 października 2016

Według prognoz jutro ma świecić słońce – oby, teraz pada, powiedziałabym – jak zwykle.
Patrzę przez okno na ciągle nieuporządkowany ogród i pocieszam się tym, co jakimś cudem udało mi się zrobić:

21 października  - od rana nie pada
więc koniec z ociąganiem się i czekaniem na czas sprzyjający sadzeniu tulipanów -pod śliwą wkopałam 8 koszyczków, pod jabłonią dziadka 4 koszyczki i między nimi cebulowe  maleństwa, pod jabłonią taty – pozostałe, coraz drobniejsze cebulki. W dołki wsypałam kompostu, zasypałam ziemią, zakryłam grubą pierzynką z liści morwy – i niech spokojnie drzemią do wiosny … ,
wysypałam sporo ziemi kompostowej na liliowce i na bluszcz posadzony pod ścianą przybudówki i ścianą dziadkowego „wychodka”,
zagrabiłam podwórko – bo klon łysieje na potęgę, a topola choć ma nadal zielone liście to zrzuca już drobne gałązki i … już w siąpiącym deszczu wysypywałam liście na imponującą rozmiarem pryzmę tzw. „dojrzewającego” kompostu,
szybki spacer z psami, osuszanie psich grzbietów i łap, rozpalanie w piecu i słuchanie, jak deszcz bębni w daszek werandy … ,

22 – 23 października – pada, leje, pada
czytam sobie Petera Wohllebena – „Sekretne życie drzew”, rozgrzewam się zupą dyniową i poprawiam nastrój czekoladą,

24 października – od rana mżawka
sąsiad przynosi sadzonkę orzecha – więc rada nie rada – pędzę do lasu z łopatą – sadzę drzewko między budami a lasem – na wysokości  wysokiego, środkowego krzewu rokitnika i nie bacząc na siąpiący deszcz wykopuję doły, targam wiadra kompostu i wsadzam podarowane sadzonki jaśminu i bzu – białego i liliowego i sporo krzewów, wiosną obsypanych pięknymi różowymi kwiatkami, których nazwy darczyńcy nie znają:
1 krzew – między starą jabłonią dziadka a śliwą,
3 krzewy między topolą a sosną, na skarpie, lewa strona drogi wjazdowej,
8 krzewów – za płotem – od strony lasu sąsiadki,
2 krzewy między betonowymi słupkami – oznaczającymi granicę działki … i deszcz nie pozwolił na nic więcej …
  
25 października - po czternastej przestało padać
posadziłam więc już ostatnie 3 krzewy – za jabłonką dziadka, dokarmiłam je kompostem i w ramach „relaksu” przytargałam z lasu wiadro igliwia - żeby borówki i jagody także przetrwały zły czas w dobrej kondycji …

A kiedy szarówka zaczęła zakradać się już do lasu poszłam sobie pooddychać i posprawdzać, które gałęzie dębów trzeba będzie podciąć wiosną …

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz