niedziela, 30 października 2016

Wietrzny, słoneczny dzień ... wspomnień i smutku ...












sobota, 29 października 2016

Dwa dni w słońcu













wtorek, 25 października 2016

Według prognoz jutro ma świecić słońce – oby, teraz pada, powiedziałabym – jak zwykle.
Patrzę przez okno na ciągle nieuporządkowany ogród i pocieszam się tym, co jakimś cudem udało mi się zrobić:

21 października  - od rana nie pada
więc koniec z ociąganiem się i czekaniem na czas sprzyjający sadzeniu tulipanów -pod śliwą wkopałam 8 koszyczków, pod jabłonią dziadka 4 koszyczki i między nimi cebulowe  maleństwa, pod jabłonią taty – pozostałe, coraz drobniejsze cebulki. W dołki wsypałam kompostu, zasypałam ziemią, zakryłam grubą pierzynką z liści morwy – i niech spokojnie drzemią do wiosny … ,
wysypałam sporo ziemi kompostowej na liliowce i na bluszcz posadzony pod ścianą przybudówki i ścianą dziadkowego „wychodka”,
zagrabiłam podwórko – bo klon łysieje na potęgę, a topola choć ma nadal zielone liście to zrzuca już drobne gałązki i … już w siąpiącym deszczu wysypywałam liście na imponującą rozmiarem pryzmę tzw. „dojrzewającego” kompostu,
szybki spacer z psami, osuszanie psich grzbietów i łap, rozpalanie w piecu i słuchanie, jak deszcz bębni w daszek werandy … ,

22 – 23 października – pada, leje, pada
czytam sobie Petera Wohllebena – „Sekretne życie drzew”, rozgrzewam się zupą dyniową i poprawiam nastrój czekoladą,

24 października – od rana mżawka
sąsiad przynosi sadzonkę orzecha – więc rada nie rada – pędzę do lasu z łopatą – sadzę drzewko między budami a lasem – na wysokości  wysokiego, środkowego krzewu rokitnika i nie bacząc na siąpiący deszcz wykopuję doły, targam wiadra kompostu i wsadzam podarowane sadzonki jaśminu i bzu – białego i liliowego i sporo krzewów, wiosną obsypanych pięknymi różowymi kwiatkami, których nazwy darczyńcy nie znają:
1 krzew – między starą jabłonią dziadka a śliwą,
3 krzewy między topolą a sosną, na skarpie, lewa strona drogi wjazdowej,
8 krzewów – za płotem – od strony lasu sąsiadki,
2 krzewy między betonowymi słupkami – oznaczającymi granicę działki … i deszcz nie pozwolił na nic więcej …
  
25 października - po czternastej przestało padać
posadziłam więc już ostatnie 3 krzewy – za jabłonką dziadka, dokarmiłam je kompostem i w ramach „relaksu” przytargałam z lasu wiadro igliwia - żeby borówki i jagody także przetrwały zły czas w dobrej kondycji …

A kiedy szarówka zaczęła zakradać się już do lasu poszłam sobie pooddychać i posprawdzać, które gałęzie dębów trzeba będzie podciąć wiosną …

sobota, 15 października 2016

Zimna się nie boją - kwitną, owocują mają się dobrze ...





















środa, 12 października 2016

Wykradam październikowi godziny bez deszczu i z każdym dniem czynność ta wymaga ode mnie większej cierpliwości. Od trzeciego października pada, leje, siąpi i mży i w dzień i w nocy. Byłam więc pewna, że moje piaseczki nawodnione są już niczym mech w stuletnim borze. Wczoraj , przy przesadzaniu sumaków, okazało się, że … tylko na głębokość szpadla ziemia jest wilgotna, a dalej nadal sypki piasek …
Z zaplanowanych prac udało mi się przesadzić liliowce, na nowym miejscu - wzdłuż bukszpanów – będą miały więcej słońca. Wyrwałam  pozostałości po dyniach, wsadziłam (podarowane przez sąsiadkę) sadzonki mięty, przesadziłam dziewanny, które rozsiały się w ilościach imponujących! Na wygrabionym miejscu pod warzywnik wysiałam – po terminie - gorczycę i facelię. Wbrew ludowej tradycji nie czekałam na wyrwanie resztek marchwi, a może szkoda – bo „Po św. Jadwidze słodycz w marchew idzie”.
 Z utęsknieniem wyczekuję tych kilku - zapowiadanych przez pogodynkę i wszelkiej maści pogodowych wróżbitów – zimnych ale i słonecznych dni, żeby przesadzić jeszcze irysy,  posadzić cebulowe, poobcinać liście bylinom, powycinać samosiejki akacji i „pozyskać” kolejny płachetek ziemi pod buraczki i fasolkę.

A tymczasem mogę się z filozoficznym spokojem przyglądać, jak deszcz zmywa kolory z liści …