wtorek, 21 kwietnia 2015

Jeszcze wczoraj wiosna stała za miedzą ...

niedziela, 19 kwietnia 2015




Tu jeszcze jest ściernisko - będzie warzyywnik

sobota, 18 kwietnia 2015

Za sprawą kilku krzewów róż - szczęśliwe jest serce moje
Na przekór piętrzącym się małym i większym kłopotom - moich prac w ogrodzie nie jest w stanie powstrzymać ani silny wiatr ani nawet zamieć pyłowa, która z powodu przesuszonej górnej warstwy gleby, co kilka minut przesłaniała świat żółto - burą kurtyną. Rzadkie pod naszą szerokością geograficzną zjawisko, uświadomiło mi, że nie chciałabym nigdy doświadczyć burzy piaskowej i nie dla mnie uroki pustyni … .
Większość bylin posadzonych jesienią przetrwało i wydają się być w dobrej kondycji. Systematycznie usuwam zielsko wokół nich, spulchniam ziemię, zasilam odżywkami, podlewam i czekam na ich pełny rozkwit, bo zwyczajnie nie mogę doczekać się wypełnienia luk między roślinami, a nie chcę utrudniać życia roślinkom poprzez za gęste ich sadzenie.
Pod murem posadziłam liatrę kłosową, powinna ładnie komponować się z wcześniej posadzonymi, a różowo kwitnącymi bylinkami, nabytymi w Kowalu od miłego pana, który niestety nie znał nazwy sprzedawanych roślin.
Za berberysem rosnącym tuż przy furtce posadziłam czosnek główkowaty i czosnek Ostrowskiego. Czosnki powinny od lipca do sierpnia kwitnąć różowymi kwiatami – pięknie komponując się z łubinami, jeżówkami, szałwią trójbarwną, czarnuszką damasceńską i penstemonem – żółwikiem.
Ponoć wszystko, co nas spotyka ma swój sens i cel. Wygląda więc na to, że ból pleców i niejako przymusowa przerwa w pracy doprowadziła mnie do rzadko odwiedzanego miejsca w ogrodzie – czyli na skarpę nad szosą. W plątaninie samosiejek akacji, pozostałości po uschniętych krzewach, pniach spróchniałych drzew, ku swojej olbrzymiej radości, odkryłam aż dziesięć krzewów róż. W skrajnie niesprzyjających warunkach, a przetrwały tak wiele lat zapomnienia.

Częściowo uschnięte ale z wyraźnymi odznakami chęci życia, z pięknie zazielonymi listkami na kilku pędach. Może uda mi się je w pełni ożywić i będą jak dawniej zachwycały swą urodą.   Może powolutku ale uda mi się przywrócić życiu i inne rośliny i mój ogród już niedługo będzie przypominał ogród tak bujnie kwitnący dzięki opiece mojej Mamy.

niedziela, 12 kwietnia 2015

Kot istota nieznana
Życie pokazuje, że obiegowe opinie nijak się mają do rzeczywistości. Większość ludzi uważa, że koty przywiązują się do miejsca, a nie do ludzi. Mój kot „podrzutek” wyczekuje na mnie obok furtki i po powitalnych czułościach nie odstępuje mnie już na krok, towarzyszy mi przy pracy w ogrodzie w słońcu i  w deszczu, zdaje mi relację z tego co się działo podczas mojej nieobecności, „gadając” bez przerwy, miaucząc i mrucząc w niezliczonej ilości wariantów głosowych. Jego przywiązanie do mnie niekiedy mrozi mi krew w żyłach bo kocina zbyt często odprowadza mnie do przystanku przechodząc przez jezdnię po której z zawrotną prędkością pędzą tiry … .

Wczoraj kot towarzyszył mi w pieleniu rabatki z tulipanami i w zamianie ścierniska na warzywnik. Słońce grzało niczym w drugiej połowie maja, a ja z każdą chwilą coraz mniej miałam sił i motywacji do „operowania” widłami i graczką. Częste przerwy w pracy sprzyjały więc popatrywaniu na  szczęśliwego kota, który z brzuchem do góry chłonął słoneczne promienie. Rozleniwiony, bacznie mnie jednak obserwował i każdą chwilę mego nieróbstwa wykorzystywał na moszczenie się na moich kolanach. Tak to ściernisko nadal czuje się dobrze, nasiona warzyw czekają na wysiew, a ja się zastanawiam kto jest winien tej sytuacji – ja czy kot?