Z chmurami odpływa barwna jesień
7 listopada
Mgła gęstą kurtyną zasłoniła
świat, pochłonęła biały płot i las za nim. Mleczny kokon wyciszył dźwięki. Dom
drzemie, psy cicho posapują przez sen, powieki robią się coraz cięższe, książka
osuwa się cichutko na koc. Czas zwolnił … .
8 listopada
A dzisiaj od rana piękne
słońce, ciepło, na werandzie 16 stopni ale silny wiatr zniechęca do wychodzenia
na otwartą przestrzeń. W lesie cicho, gdzie nie gdzie jeszcze złoto ściele się
pod nogami, choć większość liści już brunatowieje i mniej szeleści … . Dęby
zrzuciły już wszystkie liście, topole poszły w ich ślady, a na niektórych
brzozach nadal złociście. Łażę po lesie, gapię się na ostatki jesieni i cieszę
jak dziecko z niespodzianki.
Na kuchennym oknie ćmy
urządziły sobie solarium, biedronki wędrują po uschniętych badylach bylin, a
sikorki i sójki całymi rodzinami zlatują się do karmnika. I jak tu wywróżyć - kiedy
przyjdzie zima, czy będzie sroga czy znów łagodna i bezśnieżna.
W samo południe posadziłam
przy furtce bluszcz – prezent od sąsiadki, a później biegałam z wiaderkami i
podlewałam krzewy … .
9 listopada
Od rana pada, wieje, mży. Szaro,
ponuro ale nadal ciepło. Do ogrodu zaglądam przez okna. Palę w piecu, czytam „Ja,
Fronczewski” i z każdą stroną książki, z każdą wypowiedzią aktora czuję, że
jest on bliższy memu sercu. Skromny, wielki człowiek.
13 listopada
Wiatr pędzi chmury po
niebie, od czasu do czasu pojawia się słońce. W lesie przytulnie, ścieżki
pokryte coraz grubszą warstwą liści, słońce smugami rozświetla ciemne dotąd
polany.
14 listopada
Odległy, przerażający, pełen
agresji świat boli dotkliwie. Spokój mojego ogrodu nie daje ukojenia.