Śnieg i anatomia …
Lubię patrzeć na padający śnieg.
Lubię cieszyć się myślą, że każdy płatek śniegu – to kropla wody – na moje spragnione
wilgoci piaski.
Nie lubię odśnieżania – zwłaszcza
wtedy, kiedy w powietrzu czuć nadchodzącą odwilż, śnieg zatraca swoją bajkową puszystość,
a szufla z każdą minutą staje się coraz cięższa … .
Przedwczoraj się zawzięłam –
odśnieżyłam podwórko i drogę do szosy. A dzisiaj znów sypie, sypie i sypie
… . I nawet gdybym bardzo chciała czy potrzebowała – to nie powtórzę piątkowego
wyczynu.
Boli mnie każdy mięsień rąk,
pleców i nóg. Tak to za sprawą łopaty, nabyta w młodości wiedza tycząca
anatomii człowieka – z teoretycznej - przekształciła się w wiedzę praktyczną.
Teraz nie musiałabym już ślęczeć
nad atlasem anatomicznym, nie musiałabym obawiać się pomyłki, zaliczenie
poszłoby mi – „jak z płatka”, a podczas egzaminu potrafiłabym już bezbłędnie
pokazać, gdzie znajdują się poszczególne mięśnie. No chyba, że pytania
dotyczyłyby mięśni brzucha – bo te (zwane oponką lub mięśniem piwnym) – wcale
mnie nie bolą.
Siedzę sobie przy kolejnej
herbacie i dumam, a może już czas najwyższy zająć się głową, pamięcią i zapominaniem
… . Bo to, że kołaczą mi się jeszcze w pamięci – „ciało modzelowate”,
„hipokamp”, „siodełko tureckie” – to jeszcze za mało by uporać się ze starością
i jej przywarami … .
A może by tak szczodrzej okrasić
starość śmiechem i humorem …
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz