niedziela, 15 stycznia 2017

Śnieg i anatomia …
Lubię patrzeć na padający śnieg. Lubię cieszyć się myślą, że każdy płatek śniegu – to kropla wody – na moje spragnione wilgoci piaski.
Nie lubię odśnieżania – zwłaszcza wtedy, kiedy w powietrzu czuć nadchodzącą odwilż, śnieg zatraca swoją bajkową puszystość, a szufla z każdą minutą staje się coraz cięższa … .
Przedwczoraj się zawzięłam – odśnieżyłam podwórko i drogę do szosy. A dzisiaj znów sypie, sypie i sypie … . I nawet gdybym bardzo chciała czy potrzebowała – to nie powtórzę piątkowego wyczynu.
Boli mnie każdy mięsień rąk, pleców i nóg. Tak to za sprawą łopaty, nabyta w młodości wiedza tycząca anatomii człowieka – z teoretycznej - przekształciła się w wiedzę praktyczną.
Teraz nie musiałabym już ślęczeć nad atlasem anatomicznym, nie musiałabym obawiać się pomyłki, zaliczenie poszłoby mi – „jak z płatka”, a podczas egzaminu potrafiłabym już bezbłędnie pokazać, gdzie znajdują się poszczególne mięśnie. No chyba, że pytania dotyczyłyby mięśni brzucha – bo te (zwane oponką lub mięśniem piwnym) – wcale mnie nie bolą.
Siedzę sobie przy kolejnej herbacie i dumam, a może już czas najwyższy zająć się głową, pamięcią i zapominaniem … . Bo to, że kołaczą mi się jeszcze w pamięci – „ciało modzelowate”, „hipokamp”, „siodełko tureckie” – to jeszcze za mało by uporać się ze starością i jej przywarami … .

A może by tak szczodrzej okrasić starość śmiechem i humorem …


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz