piątek, 9 grudnia 2016

Pogodowe niespodzianki
To już trzeci miesiąc, w którym aura pokazuje „lwi pazur”.
Październik szarogęsił się na całego, deszczowe dni i noce wywróciły do góry nogami moje plany i zamiary. Nie powiększyłam warzywnika, nie przesadziłam irysów, nie przekopałam ziemi pod jagodnik. Za to, jak dziecko cieszyłam się z każdej bezdeszczowej godziny, która pozwoliła się wyrwać mojej gromadzie na spacer do lasu.
W prasie wyczytałam, że tak mokry październik był w latach siedemdziesiątych … .
Listopad, po ulewie w dniu, w którym marzyłam o słońcu, zaskoczył mnie wysoką temperaturą, wręcz błękitnym niebem i wysypem wszelkiej maści grzybów. Gdyby nie szacunek dla tradycji, pewnie zabrałabym się za przekopywanie ogródka … .
Nadmiar wolnego czasu i szwędanie się po ogrodzie zaowocowało pomysłami nowych nasadzeń – gdybyż tylko kiesa pozwoliła na spełnienie marzeń … .
Grudzień tylko postraszył śniegiem i znów jest cieplutko. Grzyby rosną, jak oszalałe, kasztanowiec w pąkach, a ja łażąc po lasach i polach wystawiam twarz do słońca, grzeję kości niczym stary kocur, marzę o wiośnie i zastanawiam się – co się dzieje z tą pogodą?

Wertuję stare kalendarze, czytam przepowiednie płynące z  „ludowych mądrości” i pełna wątpliwości przyglądając się kondycji moich roślinek - nie wiem czy zdejmować zimowe okrycia, usuwać stroisz, rozkopywać kopczyki - czy cierpliwie poczekać, bo a nuż nocną porą - mróz, niczym podstępny lis, zakradnie się do ogródka … .    










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz