wtorek, 20 września 2016

Jesienny tryb pracy
Zimne poranki i wieczory „przestawiły” mnie na jesienny tryb pracy. Kiedy chłód jeszcze na dworze – dla rozgrzewki – targam wiadra z kompostem w pobliże grządek. W południe, kiedy powietrze już nagrzane wykopuję dołki pod rośliny, a po południu – ścigając się z czasem – wsadzam roślinki.
W przedogródku, na najbardziej słonecznych miejscach, posadziłam: wielosił błękitny, przetacznik kłosowy, szałwię omszoną „Caradonna”, czyściec wielkokwiatowy, pszczelnik i ostrogowiec czerwony „Coccineus”.
Na grządce pod morwami – w półcieniu – jarzmiankę większą.
Pod oknem pokoju – z prawej strony – floks wiechowaty „Jeffs Pink”.
Przed liliowcami – bodziszki wspaniałe.
Dwa ciemierniki dołączyły do ciemiernika posadzonego w ubiegłym roku na grządce pod tują.
Krzewy trzmieliny oskrzydlonej – obok świdośliw – przy drodze wjazdowej.
Z grządki przed werandą przenoszę pod morwy bergenie, tiarelle i żurawki – bo moje stare psy ożywione szczenięcym wigorem Fredzia „wbijają” je w ziemię.
Mam nadzieję, że ciepłe dni „złotej jesieni” jeszcze nadejdą i „umilą” mi prace przy przenoszeniu na nowe stanowiska konwalii, irysów i róż.

Po wyczekiwanym deszczu chciałabym pod karaganą, jabłoniami, aronią i czarną porzeczką  wysiać gorczycę i przekopać ziemię pod cebulowe, których za sprawą miłego obdarowania mam tyle, że wiosną powinny ubarwić, jeśli nie rozległą łąkę, to imponujących rozmiarów grządki.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz