Jesienny tryb pracy
Zimne poranki i wieczory
„przestawiły” mnie na jesienny tryb pracy. Kiedy chłód jeszcze na dworze – dla
rozgrzewki – targam wiadra z kompostem w pobliże grządek. W południe, kiedy
powietrze już nagrzane wykopuję dołki pod rośliny, a po południu – ścigając się
z czasem – wsadzam roślinki.
W przedogródku, na
najbardziej słonecznych miejscach, posadziłam: wielosił błękitny, przetacznik
kłosowy, szałwię omszoną „Caradonna”, czyściec wielkokwiatowy, pszczelnik i
ostrogowiec czerwony „Coccineus”.
Na grządce pod morwami – w
półcieniu – jarzmiankę większą.
Pod oknem pokoju – z prawej
strony – floks wiechowaty „Jeffs Pink”.
Przed liliowcami – bodziszki
wspaniałe.
Dwa ciemierniki dołączyły do
ciemiernika posadzonego w ubiegłym roku na grządce pod tują.
Krzewy trzmieliny
oskrzydlonej – obok świdośliw – przy drodze wjazdowej.
Z grządki przed werandą
przenoszę pod morwy bergenie, tiarelle i żurawki – bo moje stare psy ożywione
szczenięcym wigorem Fredzia „wbijają” je w ziemię.
Mam nadzieję, że ciepłe dni
„złotej jesieni” jeszcze nadejdą i „umilą” mi prace przy przenoszeniu na nowe
stanowiska konwalii, irysów i róż.
Po wyczekiwanym deszczu
chciałabym pod karaganą, jabłoniami, aronią i czarną porzeczką wysiać gorczycę i przekopać ziemię pod
cebulowe, których za sprawą miłego obdarowania mam tyle, że wiosną powinny
ubarwić, jeśli nie rozległą łąkę, to imponujących rozmiarów grządki.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz