Codzienność ogrodnika
Podlewam, pielę, podlewam, pielę
a rezultaty moich wysiłków mizerne. Susza nie szkodzi wyłącznie perzowi.
Pokonując ból kręgosłupa,
postanawiam wprowadzić nieco urozmaicenia w tej monotonii i biorę się do
kopania dołków pod jagodę kamczacką. Wreszcie wybrałam dla niej zaciszne
miejsce pod lasem, za czarną porzeczką. Nie wiem czy mi to wybaczy – bo wsadzam
ją w dołki wypełnione zwykłą ziemię ogrodową i tylko zasilam odżywką dla
borówek. Idąc za ciosem, w sadzie, kopię jeszcze dołki pod maliny.
Przedwczoraj, przed spodziewaną
nawałnicą, w ogródku kwiatowym tuż obok budlei posadziłam krok osmię ogrodową
(inna nazwa to – montbrecja). Krokosmia ma piękne żółte, pomarańczowe i czerwone
kwiaty, które rozkwitają kolejno jedne po drugich, kwitną aż do późnego lata i
co dla mnie bardzo ważne nie będę musiała jej wykopywać przed zimą. Jesienią
otulę ją jednie pierzynką z liści. Do towarzystwa dostała aksamitkę
rozpierzchłą Bolero.
Wczoraj wyznaczyłam sobie czas wyłącznie
na oporządzenie krzewów róż - bo wolą życia zasłużyły sobie na szczególne względy
i wsparcie.
Dzisiaj zajęłam się tylko pracami
lekkimi i nad wyraz przyjemnymi – wysiewem kolejnej partii kwiatuszków.
Przed tulipanami a za krzewami
pięciornika posiałam werbenę patagońską i kosmos.
Szałwię trójbarwną wysiałam z
lewej strony „poletka” tulipanów, a aksamitkę rozpierzchłą - pod jabłonią
dziadka i razem z dimorfoteką z obu stron „budy”.
Godecję i czarnuszkę damasceńską
z obu stron mahonii.
Niezapominajkę wysiałam na
podwórku obok studni i przed dawnym oczkiem wodnym.
W przedogródku, między
pięciornikami a berberysem, wysiałam trochę dimorfoteki z przypołudnikiem.
Na piątek zaplanowałam kopanie
dołków pod krzewy bukszpanu. Zamierzam posadzić je przed akacjami – może uda mi
się w ten sposób chociaż trochę ograniczyć ekspansją samosiejek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz