czwartek, 7 maja 2015

Codzienność ogrodnika
Podlewam, pielę, podlewam, pielę a rezultaty moich wysiłków mizerne. Susza nie szkodzi wyłącznie perzowi.
Pokonując ból kręgosłupa, postanawiam wprowadzić nieco urozmaicenia w tej monotonii i biorę się do kopania dołków pod jagodę kamczacką. Wreszcie wybrałam dla niej zaciszne miejsce pod lasem, za czarną porzeczką. Nie wiem czy mi to wybaczy – bo wsadzam ją w dołki wypełnione zwykłą ziemię ogrodową i tylko zasilam odżywką dla borówek. Idąc za ciosem, w sadzie, kopię jeszcze dołki pod maliny.
Przedwczoraj, przed spodziewaną nawałnicą, w ogródku kwiatowym tuż obok budlei posadziłam krok osmię ogrodową (inna nazwa to – montbrecja). Krokosmia ma piękne żółte, pomarańczowe i czerwone kwiaty, które rozkwitają kolejno jedne po drugich, kwitną aż do późnego lata i co dla mnie bardzo ważne nie będę musiała jej wykopywać przed zimą. Jesienią otulę ją jednie pierzynką z liści. Do towarzystwa dostała aksamitkę rozpierzchłą Bolero.
Wczoraj wyznaczyłam sobie czas wyłącznie na oporządzenie krzewów róż - bo wolą życia zasłużyły sobie na szczególne względy i wsparcie.
Dzisiaj zajęłam się tylko pracami lekkimi i nad wyraz przyjemnymi – wysiewem kolejnej partii kwiatuszków.
Przed tulipanami a za krzewami pięciornika posiałam werbenę patagońską i kosmos.
Szałwię trójbarwną wysiałam z lewej strony „poletka” tulipanów, a aksamitkę rozpierzchłą - pod jabłonią dziadka i razem z dimorfoteką z obu stron „budy”.
Godecję i czarnuszkę damasceńską z obu stron mahonii.
Niezapominajkę wysiałam na podwórku obok studni i przed dawnym oczkiem wodnym.
W przedogródku, między pięciornikami a berberysem, wysiałam trochę dimorfoteki z przypołudnikiem.

Na piątek zaplanowałam kopanie dołków pod krzewy bukszpanu. Zamierzam posadzić je przed akacjami – może uda mi się w ten sposób chociaż trochę ograniczyć ekspansją samosiejek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz