poniedziałek, 20 czerwca 2016

Ekologiczny pogromca perzu
Proste narzędzie, kupione dla żartu, a podarowane mi ze szczerego serca – okazało się najskuteczniejszym narzędziem w walce z perzem.
Oczywiście pod warunkiem jego prawie codziennego używania. Toteż w szczegółowo zaplanowanym tygodniu pracy, o ile pogoda nie sprawi psikusa, są ranki lub popołudnia wypełnione „tańcem z widełkami”.
Kolejność prac wygląda następująco: najpierw krok po kroku z całych sił wbijam się dużymi widłami w zbitą darń (ukrywającą korzenie wszelkiego możliwego paskudztwa z widoczną przewagą perzu), następnie naruszam całe połacie ziemi graczką, po czym z furią z pryzmy ziemno-korzennej wyciągam prawie metrowej długości korzenie.
Po dwóch, czasem trzech godzinach - czuję jak z każdą kroplą potu zalewającą mi oczy tracę zapał i animusz. Jeśli wytypowaną grządkę uda mi się oczyścić i co równie ważne - podnieść się z kolan i dojść do werandy  - to później następuje najprzyjemniejsza część dnia lub nocy – bezkarne objadanie się czekoladą … .

A tu pada noc i dzień prawie cały, perzowi wydłużają się korzenie i myśli dziwne plączą się po głowie – a ileż też czekolady mógłby zjeść człowiek by zaspokoić swe „czekoladowe żądze”?

niedziela, 19 czerwca 2016

Powiało grozą ...