wtorek, 16 czerwca 2015

Radości i smutki
Pomimo niesamowitej suszy część roślin dzielnie sobie radzi, zaczyna kwitnąć i owocować.
Kwitną odratowane róże, firletki kwieciste, gazanie, żurawki Hollywood, osteospermum, szałwie omszone „Merleau Blue”, lewkonie, krzewuszka cudowna, niezawodne kocimiętki, bodziszki Enderssa, jastrzębiec pomarańczowy.
Czarne porzeczki, dokarmione, obsiane jesienią facelią, postarały się odwdzięczyć za troskę i pomimo dokuczającej im już pewnie starości obdarują mnie jeszcze odrobiną owoców.
Morwy, rosnące od strony nasłonecznionej skarpy, mają bardzo dużo owoców ale są tak wysuszone, że nie nadają się do jedzenia - więc pełno ich leży między krwawnikami, irysami i tulipanami. Mam nadzieję, że te morwy, które rosną za domem, w cieniu i dopiero dojrzewają, pozwolą rozkoszować się smakiem ich owoców.
Miłą niespodziankę sprawiły mi śliwy – jeśli nie zainteresują się nimi jakieś paskudztwa – to może uda mi się w tym roku zrobić trochę powideł.
Z roślin rosnących przed werandą, a więc w cieniu i półcieniu ładnie kwitną rozwary.
Niestety, dokarmiony i podlewany krzew agrestu chyba się poddał … a może jest już zbyt wiekowy na owocowanie.
Na razie nie widać też owoców na aronii i na pigwie.

Nie przetrwał - posadzony między baptystami i jeżówkami - kłosowiec fenkułowy.