Radości i smutki
Pomimo niesamowitej suszy część
roślin dzielnie sobie radzi, zaczyna kwitnąć i owocować.
Kwitną odratowane róże, firletki
kwieciste, gazanie, żurawki Hollywood, osteospermum, szałwie omszone „Merleau
Blue”, lewkonie, krzewuszka cudowna, niezawodne kocimiętki, bodziszki Enderssa,
jastrzębiec pomarańczowy.
Czarne porzeczki, dokarmione,
obsiane jesienią facelią, postarały się odwdzięczyć za troskę i pomimo
dokuczającej im już pewnie starości obdarują mnie jeszcze odrobiną owoców.
Morwy, rosnące od strony
nasłonecznionej skarpy, mają bardzo dużo owoców ale są tak wysuszone, że nie
nadają się do jedzenia - więc pełno ich leży między krwawnikami, irysami i
tulipanami. Mam nadzieję, że te morwy, które rosną za domem, w cieniu i dopiero
dojrzewają, pozwolą rozkoszować się smakiem ich owoców.
Miłą niespodziankę sprawiły mi
śliwy – jeśli nie zainteresują się nimi jakieś paskudztwa – to może uda mi się
w tym roku zrobić trochę powideł.
Z roślin rosnących przed werandą,
a więc w cieniu i półcieniu ładnie kwitną rozwary.
Niestety, dokarmiony i podlewany
krzew agrestu chyba się poddał … a może jest już zbyt wiekowy na owocowanie.
Na razie nie widać też owoców na
aronii i na pigwie.
Nie przetrwał - posadzony między
baptystami i jeżówkami - kłosowiec fenkułowy.














